- Wtedy
prawie się udało. Pamiętasz przecież. Byliśmy blisko. – odezwał się cicho
Harry.
- Byliśmy
blisko. O krok za mało. A co jeśli teraz pójdziemy o krok za daleko? Wszyscy zginiemy. –
podkreśliłam dwa ostatnie słowa. Tamta bitwa zmieniła mój pogląd na świat. W
jakimś sensie byłam bardziej ostrożna. Znałam odpowiedź na swoje pytanie. Jak
zresztą na większość pytań, które mógł by mi ktoś wtedy zadać.
-Hermiona,
jeśli nie zaryzykujemy NA PEWNO zginiemy. – odrzekł.
- Ma rację. –
Ron kiwnął w stronę Harry’ego. Dalej nie chciałam przyznać się przed sobą.
Musiałam.
- Kiedy
wyruszamy? – mruknęłam.
- Kiedy tylko
damy radę. – Harry spojrzał w niebo. – Już wieczór.
- Hermiona,
co jest nam potrzebne? – Ron przyjrzał się mojej torebce.
- Nie wiemy czego szukamy. Nic nie mamy… – powiedziałam i zaczęłam wyliczać po cichu.- Prowiant, bo tego się przecież nie wyczaruje, trzeba znaleźć miecz albo pójść po kły bazyliszka, potrzeba nam kurtek, tak kurtki na pewno, magiczna apteczka, oby znów się nie rozszczepił…. Dobrze – dodałam głośniej. – Ron idź do kuchni, pamiętasz gdzie skrzaty przyrządzały potrawy, po bitwie nocuje tutaj dużo osób na pewno coś będą mieli Harry pójdziesz po miecz, jeśli Neville’a już nie ma wrócisz się do komnaty tajemnic. Ja zajmę się resztą. Spotkamy się tutaj za pół godziny.
***
- Nie wiemy czego szukamy. Nic nie mamy… – powiedziałam i zaczęłam wyliczać po cichu.- Prowiant, bo tego się przecież nie wyczaruje, trzeba znaleźć miecz albo pójść po kły bazyliszka, potrzeba nam kurtek, tak kurtki na pewno, magiczna apteczka, oby znów się nie rozszczepił…. Dobrze – dodałam głośniej. – Ron idź do kuchni, pamiętasz gdzie skrzaty przyrządzały potrawy, po bitwie nocuje tutaj dużo osób na pewno coś będą mieli Harry pójdziesz po miecz, jeśli Neville’a już nie ma wrócisz się do komnaty tajemnic. Ja zajmę się resztą. Spotkamy się tutaj za pół godziny.
***
<Oczami Ron’a. >
Hermiona poszła innym wejściem niż ja i Harry, nie wiedzieliśmy dlaczego, a nawet nie mieliśmy pojęcia co jeszcze chciała załatwić.
Hermiona poszła innym wejściem niż ja i Harry, nie wiedzieliśmy dlaczego, a nawet nie mieliśmy pojęcia co jeszcze chciała załatwić.
- Chyba się
tym nie przejmujesz? Wiesz że jest teraz
trochę strachliwa, ale dziwisz jej się? -zapytałem.
- Nie, nie
dziwię się. A ty.. też tak uważasz? Że niepotrzebnie ten cały zachód?
- Nie uważam tak. I dobrze wiesz że Hermiona też nie. To nasz obowiązek.
- Nie kazałem wam mi pomagać. Wiecie, że możecie odejść. – wyczułem w jego tonie złość.
- Nie uważam tak. I dobrze wiesz że Hermiona też nie. To nasz obowiązek.
- Nie kazałem wam mi pomagać. Wiecie, że możecie odejść. – wyczułem w jego tonie złość.
- Wiemy. Nie
zrobimy tego Harry. – zamilkłem.
Harry po chwili dodał ‘Dziękuję” , a później rozdzieliliśmy się. Poszedłem do kuchni. Skrzaty domowe na początku buntowały się i nie chciały nic mi dać, jednak przypomniałem im stowarzyszenie Hermiony, „WESZ”. Te skrzaty, które pamiętały pomocną gryfonkę zaraz mi pomogły przekonać resztę. Wziąłem tyle jedzenia ile zdołałem unieść i wróciłem na błonia. Odłożyłem je obok siebie i czekałem.
***
<Oczami Harry’ego.>
Mimo zapewnień Rona czułem się zdołowany. Miałem wrażenie że podróżują ze mną z przymusu, ale nie mogłem zrezygnować. Potrzebowałem pomocy. Mówiłem, że mogą odejść, ale czułbym się zawiedziony, zdenerwowałbym się. Jak wtedy gdy Ron opuścił nas na miesiąc. W sumie to ich wybór. Moje rozmyślania przerwało napotkanie Luny.
-Luna, dobrze że cię widzę, widziałaś gdzieś może Neville’a? – spytałem i pomogłem jej nieść stos magazynów, które trzymała.
- Tak, jest na wieży astronomicznej, właśnie do niego idę. Chcę mu pokazać zdjęcia chrapaków krętorogich. – wciąż ta sama Lovegood.
Harry po chwili dodał ‘Dziękuję” , a później rozdzieliliśmy się. Poszedłem do kuchni. Skrzaty domowe na początku buntowały się i nie chciały nic mi dać, jednak przypomniałem im stowarzyszenie Hermiony, „WESZ”. Te skrzaty, które pamiętały pomocną gryfonkę zaraz mi pomogły przekonać resztę. Wziąłem tyle jedzenia ile zdołałem unieść i wróciłem na błonia. Odłożyłem je obok siebie i czekałem.
***
<Oczami Harry’ego.>
Mimo zapewnień Rona czułem się zdołowany. Miałem wrażenie że podróżują ze mną z przymusu, ale nie mogłem zrezygnować. Potrzebowałem pomocy. Mówiłem, że mogą odejść, ale czułbym się zawiedziony, zdenerwowałbym się. Jak wtedy gdy Ron opuścił nas na miesiąc. W sumie to ich wybór. Moje rozmyślania przerwało napotkanie Luny.
-Luna, dobrze że cię widzę, widziałaś gdzieś może Neville’a? – spytałem i pomogłem jej nieść stos magazynów, które trzymała.
- Tak, jest na wieży astronomicznej, właśnie do niego idę. Chcę mu pokazać zdjęcia chrapaków krętorogich. – wciąż ta sama Lovegood.
- Pójdę z
tobą. Tylko go o coś zapytam a potem nie będę wam przeszkadzał. – wiedziałem,
że od bitwy o hogwart są razem i z pewnością nie pragną teraz mojego
towarzystwa, ale przebywania ze sobą.
-Jasne, chodź. – po kilku minutach byliśmy na wieży.
-Jasne, chodź. – po kilku minutach byliśmy na wieży.
- Neville,
gdzie masz miecz Gryffindora? – zapytałem. Neville odwrócił się i odpowiedział:
- Nie mam go ze sobą. Musiałem go zostawić na schodach. Pójdę po niego.
- Zostańcie. Dam sobie radę. Dzięki.- już miałem wyjść kiedy zatrzymał mnie melodyjny głos Luny:
- Wy znowu będziecie próbowali go zabić, prawda?
- Tak.- odpowiedziałem cicho, nie odwracając się.
-Idziemy z wami. – Neville i Luna powiedzieli zgodnie.
-Nie, nie możecie… To zbyt niebezpieczne, przepraszam muszę iść. – zbiegłem po schodach, przy których zauważyłem coś złotego, szczęściem był to własnie miecz gryffindora. Zabrałem go i wróciłem na błonia.
-Hermiony jeszcze nie ma?- zdziwiłem się.
-Pewnie zaraz przyjdzie- odparł Weasley.
***
Oczami Hermiony:
Miałam dużo do zrobienia, dlatego postanowiłam użyć wejścia przy dziedzińcu. Szybko wyminęłam Harry’ego i Rona i udałam się tam. Najpierw pobiegłam do starego dormitorium gryfonów. Szafa była podpalona jednak w środku znalazłam pare nienaruszonych ubrań. Widocznie na niektóre rzucone było jakieś zaklęcie. Wzięłam trzy kurtki, 6 par spodni i kilka swetrów. Schowałam wszystko do torebki. Później postanowiłam się udać do skrzydła szpitalnego. Wzięłam apteczkę i dwie butelki „Szkiele wzro”. Po drodze do miejsca które było bardzo ważne wpadłam do byłego gabinetu profesora Snape’a po trochę ingrediencji do przyrządzania eliksirów. Teraz wiedziałam już gdzie się kierować. To było najważniejsze.
- Nie mam go ze sobą. Musiałem go zostawić na schodach. Pójdę po niego.
- Zostańcie. Dam sobie radę. Dzięki.- już miałem wyjść kiedy zatrzymał mnie melodyjny głos Luny:
- Wy znowu będziecie próbowali go zabić, prawda?
- Tak.- odpowiedziałem cicho, nie odwracając się.
-Idziemy z wami. – Neville i Luna powiedzieli zgodnie.
-Nie, nie możecie… To zbyt niebezpieczne, przepraszam muszę iść. – zbiegłem po schodach, przy których zauważyłem coś złotego, szczęściem był to własnie miecz gryffindora. Zabrałem go i wróciłem na błonia.
-Hermiony jeszcze nie ma?- zdziwiłem się.
-Pewnie zaraz przyjdzie- odparł Weasley.
***
Oczami Hermiony:
Miałam dużo do zrobienia, dlatego postanowiłam użyć wejścia przy dziedzińcu. Szybko wyminęłam Harry’ego i Rona i udałam się tam. Najpierw pobiegłam do starego dormitorium gryfonów. Szafa była podpalona jednak w środku znalazłam pare nienaruszonych ubrań. Widocznie na niektóre rzucone było jakieś zaklęcie. Wzięłam trzy kurtki, 6 par spodni i kilka swetrów. Schowałam wszystko do torebki. Później postanowiłam się udać do skrzydła szpitalnego. Wzięłam apteczkę i dwie butelki „Szkiele wzro”. Po drodze do miejsca które było bardzo ważne wpadłam do byłego gabinetu profesora Snape’a po trochę ingrediencji do przyrządzania eliksirów. Teraz wiedziałam już gdzie się kierować. To było najważniejsze.
-Potrzebujemy
tego proszę pani.
-Granger, wiesz, że to ostatnia sztuka w Hogwarcie, a może nawet na świecie?
-Granger, wiesz, że to ostatnia sztuka w Hogwarcie, a może nawet na świecie?
-Pani profesor, jeśli on powrócił, nikt nie potrzebuje go bardziej niż my.
Chwila milczenia. McGonnagal odwróciła się, aby wyjąć go z szafki i podać mi go.
Gdy wreszcie dotarłam do Harry’ego i Rona na mojej szyji błyskał złowrogim złotem zmieniacz czasu.
- Gotowi? – Harry zabrał głos, może nawet zbyt podniośle.
Chwila milczenia. McGonnagal odwróciła się, aby wyjąć go z szafki i podać mi go.
Gdy wreszcie dotarłam do Harry’ego i Rona na mojej szyji błyskał złowrogim złotem zmieniacz czasu.
- Gotowi? – Harry zabrał głos, może nawet zbyt podniośle.
- Gotowi-
potwierdziliśmy.
____________________________________________________________________
Ale mnie naszła wena. Następne rozdziały raczej nie będą tak długie ;) Mam nadzieję, że wam się podoba. Zostawcie po sobie komentarz ;) A no i macie gif'a:
____________________________________________________________________
Ale mnie naszła wena. Następne rozdziały raczej nie będą tak długie ;) Mam nadzieję, że wam się podoba. Zostawcie po sobie komentarz ;) A no i macie gif'a:
Naprawde fajne.Jeśli następne wpisy będą takie ciekawe to masz już stałego czytelnika ;)
OdpowiedzUsuń