Nie wiedziałam czego właściwie szukaliśmy. Żaden pomysł nie przychodził mi do głowy. Na pieszo przemierzaliśmy zakazany las. Kiedy suche gałązki pękały pod naszymi nogami drżałam, myśląc, że to jakiś śmierciożerca. Powtórka z rozrywki i tyle. Rok temu czułam się dokładnie tak samo i budziło to we mnie przerażenie. Przystanęłam.
-Dokąd my właściwie idziemy? - zapytałam, opierając się o drzewo. Ron wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Po jego minie poznałam, że do tej pory robił to samo co ja, czyli szedł za Harrym.
- Snape, Dumbledore, przecież oni wiedzieliby co zrobić. Pomyślałem, żeby poszukać dalej, wyjść z tych osób, które już zdradziły nam jakieś informacje. Wiem, że nikt inny nie będzie tego wiedział tak dokładnie, ale przecież ktoś może znać chociaż namiastkę wskazówek.- Harry przykucnął na ziemi.
- Czyli? - spytał Ron.
- Idziemy do Aberfortha. - podniósł się i zaczął iść w głąb lasu. Kierowaliśmy się do Hogsmeade. Po paru minutach zaczęło padać i zrobiło się zimno. Włożyliśmy kurtki, co nie zmieniło faktu, że do gospody "Pod świńskim łbem" dotarliśmy mokrzy i zziębnięci. Ron włączył "zapalniczkę" Dumbledore'a i na całej ulicy zapaliły się światła.
***
Zamknięte drzwi.
HUK
-Szlag!- Ron zaczął obcierać swoje ramię, którym przed chwilą próbował wyważyć drzwi.
- Jesteś czarodziejem? - spytałam.- Alohomora. - drzwi nie otworzyły się.
- Jesteś czaroooodziejem? Jesteś czaaarodziejem?- zaczął przedrzeźniać mnie Ron.
-.Musieli to dodatkowo zabezpieczyć. - puściłam jego uwagę mimo uszu - Może wejdziemy tylnym wejściem. - Idąc za budynek spojrzałam na ulicę. Pusta. Miałam ochotę wypowiedzieć dramatyczne słowa "Pusto tu. Za pusto", ale idąc szlakiem swoich doświadczeń nauczyłam się że lepiej nie kusić losu. Doszliśmy do tylnego wejścia. Zapukaliśmy. Zero reakcji. Kolejne zaklęcia też nie działały.
- Zaczekajcie. Poszukam czegoś na kształt łomu. Może na zaklęcia nie pomoże, ale spróbować nie zaszkodzi. Jeśli zrobił to mniej zdolny czarodziej, mamy szansę. - Harry pobiegł do jakiegoś pobliskiego domku.Wątpiłam, żeby łom coś pomógł, ale "a nóż widelec" ? Nachyliłam się nad zamkiem i zaczęłam mruczeć jakieś zaklęcia. Odruchowo, bo cały czas zastanawiałam się gdzie mógł się podziać Aberforth. Miałam jednak nadzieję, że odpowiedź znajdziemy w środku. W trakcie wypowiadania zaklęć usłyszałam jakiś hałas w naszym pobliżu. Po chwili światło zaczęło migać - pewnie Ron bawił się wygaszaczem- aż wreszcie zgasło.
- Ron, nie wygłupiaj się. Nie widzisz, że coś robię? - mruknęłam.
Wreszcie udało mi się (już po ciemku) odblokować zamek i drzwi otworzyły się, skrzypiąc.Odwróciłam się. Rona nie było. Rozejrzałam się po całej ulicy. Deszcz już jedynie kropił. Ulica była tak samo pusta jak cicha. Lasek w pobliżu wyglądał podejrzanie - Co ja mówię, wszystko w tamtej chwili wyglądało podejrzanie.
-Harry!- zaczęłam się drzeć. - Harry, Ron gdzie jesteście???!!!- pobiegłam w stronę domów. W żadnym nie paliło się światło. Poczułam dreszcze i to bynajmniej nie z zimna. Poczułam czyiś oddech na karku.
- No witamy.
___________________________________________________________________________
I jak rozdział? Proszę piszcie komentarze, bo to dla mnie bardzo ważne. Macie gif'a:
Jak już zauważaliście, staram się aby gif'y były takie żeby pasowały do rozdziału. Tak jakby na podstawie tego bloga też był nakręcony film ;pp
A i od razu życzę wam wspaniałych, magicznych świąt ;D