niedziela, 23 grudnia 2012

2. "Spotkanie"

<Oczami Hermiony>
Nie wiedziałam czego właściwie szukaliśmy. Żaden pomysł nie przychodził mi do głowy. Na pieszo przemierzaliśmy zakazany las. Kiedy suche gałązki pękały pod naszymi nogami drżałam, myśląc, że to jakiś śmierciożerca. Powtórka z rozrywki i tyle. Rok temu czułam się dokładnie tak samo i budziło to we mnie przerażenie. Przystanęłam.
-Dokąd my właściwie idziemy? - zapytałam, opierając się o drzewo. Ron wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Po jego minie poznałam, że do tej pory robił to samo co ja, czyli szedł za Harrym.
- Snape, Dumbledore, przecież oni wiedzieliby co zrobić. Pomyślałem, żeby poszukać dalej, wyjść z tych osób, które już zdradziły nam jakieś informacje. Wiem, że nikt inny nie będzie tego wiedział tak dokładnie, ale przecież ktoś może znać chociaż namiastkę wskazówek.- Harry przykucnął na ziemi.
- Czyli? - spytał Ron.
- Idziemy do Aberfortha. - podniósł się i zaczął iść w głąb lasu. Kierowaliśmy się do Hogsmeade. Po paru minutach zaczęło padać i zrobiło się zimno. Włożyliśmy kurtki, co nie zmieniło faktu, że do gospody "Pod świńskim łbem" dotarliśmy mokrzy i zziębnięci. Ron włączył "zapalniczkę" Dumbledore'a i na całej ulicy zapaliły się światła.
***
Zamknięte drzwi.
HUK
-Szlag!- Ron zaczął obcierać swoje ramię, którym przed chwilą próbował wyważyć drzwi.
- Jesteś czarodziejem? - spytałam.- Alohomora. - drzwi nie otworzyły się.
- Jesteś czaroooodziejem? Jesteś czaaarodziejem?- zaczął przedrzeźniać mnie Ron.
-.Musieli to dodatkowo zabezpieczyć. - puściłam jego uwagę mimo uszu - Może wejdziemy tylnym wejściem. - Idąc za budynek spojrzałam na ulicę. Pusta. Miałam ochotę wypowiedzieć dramatyczne słowa "Pusto tu. Za pusto", ale idąc szlakiem swoich doświadczeń nauczyłam się że lepiej nie kusić losu. Doszliśmy do tylnego wejścia. Zapukaliśmy. Zero reakcji. Kolejne zaklęcia też nie działały.
- Zaczekajcie. Poszukam czegoś na kształt łomu. Może na zaklęcia nie pomoże, ale spróbować nie zaszkodzi. Jeśli zrobił to mniej zdolny czarodziej, mamy szansę. - Harry pobiegł do jakiegoś pobliskiego domku.Wątpiłam, żeby łom coś pomógł, ale "a nóż widelec" ? Nachyliłam się nad zamkiem i zaczęłam mruczeć jakieś zaklęcia. Odruchowo, bo cały czas zastanawiałam się gdzie mógł się podziać Aberforth. Miałam jednak nadzieję, że odpowiedź znajdziemy w środku. W trakcie wypowiadania zaklęć usłyszałam jakiś hałas w naszym pobliżu. Po chwili światło zaczęło migać - pewnie Ron bawił się wygaszaczem- aż wreszcie zgasło.
- Ron, nie wygłupiaj się. Nie widzisz, że coś robię? - mruknęłam.
 Wreszcie udało mi się (już po ciemku) odblokować zamek i drzwi otworzyły się, skrzypiąc.Odwróciłam się. Rona nie było. Rozejrzałam się po całej ulicy. Deszcz już jedynie kropił. Ulica była tak samo pusta jak cicha. Lasek w pobliżu wyglądał podejrzanie -  Co ja mówię, wszystko w tamtej chwili wyglądało podejrzanie.
-Harry!- zaczęłam się drzeć. - Harry, Ron gdzie jesteście???!!!- pobiegłam w stronę domów. W żadnym nie paliło się światło. Poczułam dreszcze i to bynajmniej nie z zimna. Poczułam czyiś oddech na karku.
- No witamy.
___________________________________________________________________________

I jak rozdział? Proszę piszcie komentarze, bo to dla mnie bardzo ważne. Macie gif'a:


Jak już zauważaliście, staram się aby gif'y były takie żeby pasowały do rozdziału. Tak jakby na podstawie tego bloga też był nakręcony film ;pp
A i od razu życzę wam wspaniałych, magicznych świąt ;D

niedziela, 16 grudnia 2012

1. "Plan"

- Harry, nie jestem pewna czy to się uda. – powiedziałam ściskając w dłoni torebkę objętą zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym. W tej chwili ona i jej zawartość były jedynymi rzeczami, które posiadaliśmy.  W środku było tylko kilka książek z biblioteki, sama torebka też była znaleziona w Hogwarcie – ta z naszymi starymi rzeczami została zatrzymana przez szmalcowników. My zaś, siedzieliśmy na błoniach i rozmawialiśmy.
- Wtedy prawie się udało. Pamiętasz przecież. Byliśmy blisko. – odezwał się cicho Harry.
- Byliśmy blisko. O krok za mało. A co jeśli teraz pójdziemy o  krok za daleko? Wszyscy zginiemy. – podkreśliłam dwa ostatnie słowa. Tamta bitwa zmieniła mój pogląd na świat. W jakimś sensie byłam bardziej ostrożna. Znałam odpowiedź na swoje pytanie. Jak zresztą na większość pytań, które mógł by mi ktoś wtedy zadać.
-Hermiona, jeśli nie zaryzykujemy NA PEWNO zginiemy. – odrzekł.
- Ma rację. – Ron kiwnął w stronę Harry’ego. Dalej nie chciałam przyznać się przed sobą. Musiałam.
- Kiedy wyruszamy? – mruknęłam.
- Kiedy tylko damy radę. – Harry spojrzał w niebo. – Już wieczór.
- Hermiona, co jest nam potrzebne? – Ron przyjrzał się mojej torebce.
- Nie wiemy czego szukamy. Nic nie mamy… – powiedziałam i zaczęłam wyliczać po cichu.- Prowiant, bo tego się przecież nie wyczaruje, trzeba znaleźć miecz albo pójść po kły bazyliszka, potrzeba nam kurtek, tak kurtki na pewno, magiczna apteczka, oby znów się nie rozszczepił…. Dobrze – dodałam głośniej. – Ron idź do kuchni, pamiętasz gdzie skrzaty przyrządzały potrawy, po bitwie nocuje tutaj dużo osób na pewno coś będą mieli Harry pójdziesz po miecz, jeśli Neville’a już nie ma wrócisz się do komnaty tajemnic. Ja zajmę się resztą. Spotkamy się tutaj za pół godziny.

***
<Oczami Ron’a. >

Hermiona poszła innym wejściem niż ja i Harry, nie wiedzieliśmy dlaczego, a nawet nie mieliśmy pojęcia co jeszcze chciała załatwić.

- Chyba się tym nie  przejmujesz? Wiesz że jest teraz trochę strachliwa, ale dziwisz jej się? -zapytałem.
- Nie, nie dziwię się. A ty.. też tak uważasz? Że niepotrzebnie ten cały zachód?
- Nie uważam tak. I dobrze wiesz że Hermiona też nie. To nasz obowiązek.
- Nie kazałem wam mi pomagać. Wiecie, że możecie odejść. – wyczułem w jego tonie złość.
- Wiemy. Nie zrobimy tego Harry. – zamilkłem.
Harry po chwili dodał ‘Dziękuję” , a później rozdzieliliśmy się. Poszedłem do kuchni. Skrzaty domowe na początku buntowały się i nie chciały nic mi dać, jednak przypomniałem im stowarzyszenie Hermiony, „WESZ”. Te skrzaty,  które pamiętały pomocną gryfonkę zaraz mi pomogły przekonać resztę. Wziąłem tyle jedzenia ile zdołałem unieść i wróciłem na błonia. Odłożyłem je obok siebie i czekałem.

***
<Oczami Harry’ego.>

Mimo zapewnień Rona czułem się zdołowany. Miałem wrażenie że podróżują ze mną z przymusu, ale nie mogłem zrezygnować. Potrzebowałem pomocy. Mówiłem, że mogą odejść, ale czułbym się zawiedziony, zdenerwowałbym się. Jak wtedy gdy Ron opuścił nas na miesiąc. W sumie to ich wybór. Moje rozmyślania przerwało napotkanie Luny.
-Luna, dobrze że cię widzę, widziałaś gdzieś może Neville’a? – spytałem i pomogłem jej nieść stos magazynów, które trzymała.
- Tak, jest na wieży astronomicznej, właśnie do niego idę. Chcę mu pokazać zdjęcia chrapaków krętorogich. – wciąż ta sama Lovegood.
- Pójdę z tobą. Tylko go o coś zapytam a potem nie będę wam przeszkadzał. – wiedziałem, że od bitwy o hogwart są razem i z pewnością nie pragną teraz mojego towarzystwa, ale przebywania ze sobą.
-Jasne, chodź. – po kilku minutach byliśmy na wieży.
- Neville, gdzie masz miecz Gryffindora? – zapytałem. Neville odwrócił się i odpowiedział:
- Nie mam go ze sobą. Musiałem go zostawić na schodach. Pójdę po niego.
- Zostańcie. Dam sobie radę. Dzięki.- już miałem wyjść kiedy zatrzymał mnie melodyjny głos Luny:
- Wy znowu będziecie próbowali go zabić, prawda?
- Tak.- odpowiedziałem cicho, nie odwracając się.
-Idziemy z wami. – Neville i Luna powiedzieli zgodnie.
-Nie, nie możecie… To zbyt niebezpieczne, przepraszam muszę iść. – zbiegłem po schodach, przy których zauważyłem coś złotego, szczęściem był to własnie miecz gryffindora. Zabrałem go i wróciłem na błonia.
-Hermiony jeszcze nie ma?-  zdziwiłem się.
-Pewnie zaraz przyjdzie- odparł Weasley.


***
Oczami Hermiony:
Miałam dużo do zrobienia, dlatego postanowiłam użyć wejścia przy dziedzińcu. Szybko wyminęłam Harry’ego i Rona i udałam się tam. Najpierw pobiegłam do starego dormitorium gryfonów. Szafa była podpalona jednak w środku znalazłam pare nienaruszonych ubrań. Widocznie na niektóre rzucone było jakieś zaklęcie. Wzięłam trzy kurtki, 6 par spodni i kilka swetrów. Schowałam wszystko do torebki. Później postanowiłam się udać do skrzydła szpitalnego. Wzięłam apteczkę i dwie butelki „Szkiele wzro”. Po drodze do miejsca które było bardzo ważne wpadłam do byłego gabinetu profesora Snape’a po trochę ingrediencji do przyrządzania eliksirów. Teraz wiedziałam już gdzie się kierować. To było najważniejsze.
-Potrzebujemy tego proszę pani.
-Granger, wiesz, że to ostatnia sztuka w Hogwarcie, a może nawet na świecie?
-Pani profesor, jeśli on powrócił, nikt nie potrzebuje go bardziej niż my. 
Chwila milczenia. McGonnagal odwróciła się, aby wyjąć go z szafki i podać mi go.

Gdy wreszcie dotarłam do Harry’ego i Rona na mojej szyji błyskał złowrogim złotem zmieniacz czasu.
- Gotowi? – Harry zabrał głos, może nawet zbyt podniośle.
- Gotowi- potwierdziliśmy.

____________________________________________________________________


Ale mnie naszła wena. Następne rozdziały raczej nie będą tak długie ;) Mam nadzieję, że wam się podoba. Zostawcie po sobie komentarz ;) A no i macie gif'a:

czwartek, 13 grudnia 2012

Prolog

***
W pokoju wspólnym siedziała trójka przyjaciół. Drewno powoli spalało się w kominku sycąc cały pokój zapachem dymu.
-Cholera.- rzucił czarnowłosy chłopak, uderzając równocześnie swoją pięścią o stół.
-Myślałam, że powinieneś o tym wiedzieć. – rzekła brązowowłosa dziewczyna.
-W pewnym sensie wiedziałem – odpowiedział czarnowłosy. – On wdarł się do mojego umysłu. Jak kiedyś. –dodał po chwili wahania.
-Powróciły? Te wizje? – wtrącił się rudzielec.
-Ze zdwojoną siłą. – Chłopiec, który przeżył znowu zabrał głos.
Cała trójka siarczyście przeklęła, zwracając na siebie uwagę pierwszoklasistów, siedzących niedaleko.

***
<Oczami Hermiony>
Po bitwie zostaliśmy w Hogwarcie. Wszyscy naprawiali szkody, które wyrządziła walka. Szkoła miała dalej funkcjonować, mając za dyrektorkę panią McGonnagal,  a my postanowiliśmy nadrobić ostatni rok. Niestety uczucie bezpieczeństwa, któremu daliśmy się porwać po śmierci Voldemorta okazało się złudne. Niedługo tym zdarzeniu zaczęła się nowa fala morderstw, co zbudziło ogromne przerażenie. Z pomocą Rona, Harry’ego i wielu książek zrozumiałam co się stało. Ginny uważała że to może być prawda, a nowa wizja  Harry’ego (od dnia bitwy o Hogwart wracały ze zdwojoną siłą)  utwierdziła mnie w tym przekonaniu. - Voldemort miał horkruks o którym nikt, nawet on sam  nie wiedział. Horkruks tak słaby, że Riddle otarł się o śmierć, ale nie umarł. Jeszcze nie wiedziałam co mogło dać taki efekt, aby jednocześnie dobić go, ale także utrzymać przy życiu.  Zapowiadała się kolejna długa droga. Byłam tak naiwna aby myśleć, że mieliśmy to wszystko za sobą. A to był dopiero początek niemożliwego. Bałam się, jak cholera. Nigdy w życiu nie klęłam, ale w tamtym czasie uznałam, że jest to w takich sytuacjach  jak najbardziej wskazane . Zrezygnowaliśmy ze szkoły tak jak rok wcześniej. Obawiałam się, że już niedługo napady śmierciożerców zaczną następować.

Początek niemożliwego.

Cholera.

____________________________________________________________________________ 

Hej, to ja, Kaja :) Ogarnęłam szablon bloga. Informacje o nim i o mnie znajdziecie w zakładkach. I jak prolog? Piszcie komentarze. :) A tak wgl łapcie gif'a: ;DD